Witaj na blogu Ewy Foley. Zapraszam!

Archiwum z miesiąca Luty, 2007

O szczesciu

Data publikacji: Środa, Luty 28, 2007

I oto mija moj drugi miesiac pobytu w Australii. Ten czas zwariowal, wydaje mi sie ze dopiero tu przyjechalam…. Wlasnie wrocilam do Sydney;  wyprawa do Nowej Zelandii dobrze mi zrobila. Jestem w coraz lepszej formie pod kazdym wzgledem. Ta prosta afirmacja Jose Silva: “Kazdego dnia pod kazdym wzgledem powodzi mi sie/czuje sie coraz to lepiej i lepiej i lepiej” niby stara ale jara, bo dziala!!!! Dzisiaj postanawiam byc szczesliwa. Dzisiaj swiadomie wybieram szczescie. Dzisiaj jest pierwszy dzien reszty mojego szczesliwego zycia. Kiedys napisalam taki esej o szczesciu… Oto on:

Większość ludzi ma tyle szczęścia, na ile sobie pozwoli.
Abraham Lincoln

Są dwa szczęścia:
Jedno małe – być szczęśliwym!
Drugie duże - uszczęśliwiać innych!

O naszym szczęściu nie decyduje to, co nam się w życiu przydarza, ale jak na to reagujemy. Jeden człowiek w utracie związku czy pracy widzi tragedię, a drugi dostrzega otwierające się możliwości.

Bycie szczęśliwym to być może jedno z największych wyzwań, jakie stawia przed nami życie. Bycie szczęśliwym wymaga od nas ogromnej determinacji, wytrwałości i samodyscypliny. Kilka lat temu podarowałam mojemu synowi Maciejowi kartkę z kalendarza INSTRUKCJE DO ŻYCIA, gdy po raz kolejny był nieszczęśliwy i smutny. Na niej było napisane:

NOTHING IS WORTH BEING UNHAPPY ABOUT.
NIC NIE JEST WARTE BY BYĆ Z TEGO POWODU NIESZCZĘŚLIWYM.

Zapamiętał to wydarzenie i kilka tygodni potem, kiedy wpadłam w kanał nieszczęścia i krzywdy, Maciuś przytulił mnie mocno i szepnął: Nic nie jest warte by być z tego powodu nieszczęśliwą, pamiętasz mamo? Mój stan natychmiast się zmienił – uśmiechnęłam się do niego promiennie z podziękowaniem za to przypomnienie. Jak dobrze jest mieć przy sobie kogoś mądrzejszego ode mnie, kto przypomni mi że to ja panuję nad moim szczęściem i umysłem, kiedy zapominam czego nauczam i rozpatruję bez końca czyjeś przykre słowa, kiedy zapominam że bycie szczęśliwą wymaga skupienia się na pozytywnych, dobrych myślach.

Jeśli któregoś dnia masz być szczęśliwy, czemu nie zaczniesz od dzisiaj? Pewien indyjski guru powiedział kiedyś swemu uczniowi fanatycznie poszukującemu szczęścia: „Zdradzę ci tajemnicę szczęścia. Jeżeli chcesz być szczęśliwy – BĄDŹ SZCZĘŚLIWY!”

Dzisiaj zatem:
1. Postanów, że będziesz naprawdę szczęśliwy w życiu.
2. Zrozum, że szczęście jest decyzją, jest świadomym wyborem.
3. Zapytaj kilka szczęśliwych osób, jak im się udało osiągnąć szczęście.
4. Zdecyduj, że masz dość zawodów, samotności, biedy i ________ (tu wstaw jakiś „prześladujący” cię stan emocjonalny).
5. Postanów to zmienić. Wybierz coś innego np. zadowolenie, radosc, szczescie…

W ręku trzymasz pędzel i farby. Najpierw malujesz raj, a potem do niego wchodzisz.
Kazantzakis

6. Uszczęśliw kogoś bezinteresownie: podaruj bukiet kwiatów czy wartościową książkę, przekop ogródek, umyj okna, obierz kartofle, daj swój czas, kup pączek z różanym nadzieniem od Bliklego…
JEŻELI CZEGOŚ BARDZO CHCESZ – TO NAJPIERW TO DAJ!!

Od dzisiaj:
1. Pamiętaj, że od twojego wyboru zależy, co widzisz, co myślisz i co słyszysz. Jedna osoba widzi filiżankę do połowy pustą, a druga do połowy pełną. Jedna osoba widzi piękny ogród za oknem, a druga brudną szybę.
2. Codziennie sobie przypominaj, że TO ŻYCIE TO JEST TO, że masz ograniczony czas i chcesz jak najlepiej go wykorzystać.
3. Codziennie potwierdzaj doskonałość wszechświata:
NIECHAJ BĘDZIE POZDROWIONA DOSKONAŁOŚĆ WSZECHŚWIATA!!
4. Codziennie przypomnij sobie, że świat już jest piękny i nie trzeba go zmieniać. Możesz natomiast zmienić siebie.
5. Jeżeli dopadnie cię chandra – jak najszybciej znajdź sobie jakieś zajęcie. Zajmij się czymś przez 5 minut, inwestując całą swoją energię. Po tych pięciu minutach poczujesz się lepiej.
6. Wiedz, że najlepszym sposobem na polepszenie własnego samopoczucia jest zrobienie czegoś dla kogoś innego.
7. Jeżeli dopadnie cię pokusa bycia nieszczęśliwym przeczytaj poniższe słowa umierającego starca:

Gdybym jeszcze raz miał przeżyć moje życie, tym razem usiłowałbym popełniać więcej błędów. Nie starałbym się być taki doskonały. Więcej bym odpoczywał. Rozluźniałbym się, byłbym bardziej beztroski i wiele spraw traktował poważniej. Byłbym bardziej szalony.
Wykorzystywałbym więcej szans, więcej bym podróżował, przewędrował więcej gór, przypłynął więcej rzek, odwiedził więcej nie znanych mi miejsc. Jadłbym więcej lodów, a mniej sałaty.
Miałbym więcej prawdziwych, a mniej wydumanych zmartwień!
Prawda jest taka, że byłem jednym z ludzi, którzy godzina za godziną, dzień za dniem, pędzili asekuracyjny tryb życia, roztropny i przemyślany. Och, gdybym znowu mógł przeżyć moje życie, delektowałbym się każdą chwilą.
Byłem jednym z tych, którzy nigdzie nie ruszają się bez termometru, termoforu, wody do płukania gardła, płaszcza przeciwdeszczowego i spadochronu. Gdybym miał jeszcze raz przeżyć moje życie, tym razem podróżowałbym z małym bagażem.
Gdybym miał jeszcze raz przeżyć życie, wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka, a jesieniąwstawał później, więcej bym jeździł na karuzeli, obejrzał więcej wschodów słońca i więcej bym się bawił z dziećmi. Gdybym miał przeżyć życie od nowa…
Ale nie przeżyję.

Poczytaj austalijskiego komika, pisarza, rysownika w niezwykle humorystycznej ksiazce:
Andrew Matthews – Bądź szczęśliwy! (Wyd. Medium, 1996)

Kultura maoryska

Data publikacji: Środa, Luty 28, 2007

Zajrzyj koniecznie na strone www.maori.org.nz – to jedyna wlasciwie strona internetowa poswiecona w calosci kulturze maoryskiej, ktora tutaj eksploruje lecz ciagle nic nie wiem. Wiem, ze PEPEHA to maoryskie sposob na przedstawienie sie, opowiedzenie o sobie kim jestes i skad pochodzisz tak, aby oddac hold przodkom. Narazie po angielsku…

The pepeha is the way to introduce yourself in Maori.

Keeping in mind I nga wa o mua and the fact that our people in their tikanga face that direction for guidance, what better place could there be to start introducing ourselves! For we are the children of the whenua, of the moana and of the tupuna.

To introduce ourselves we should tell the story of how we arrived here, and the story does not start with ourselves!!! But before we journey back in time we should anchor ourselves to this whenua. Mau is hold, therefore our Maunga (mountain) will anchor us here.

How did our tupuna come? They crossed the Moana, (oceans) the vast stretches of Te Moana Nui a Kiwa and followed the Awa (rivers) to come to the final resting places of their Waka (canoes). From the Waka came the Rohe (districts)which sub divided into the Iwi then into the Hapu. Each hapu is affiliated with a Wahi (place) and in each wahi is a Marae. Your Kaumatua (Grandparents) come from the Marae, your Matua (parents) come from them and then there is You.

The next thing to do is to put all of this into Te Reo.

Using Te is saying that such and such is the mountain etc. However, remember about each Iwi having different tikanga? What is the mountain for one is not the mountain for another.

Using Taku implies that you are superior to what you are talking about.

Using Toku implies what you are talking about is superior to you.

Hoatu te mana 

Give credit and recognition

ki a ratou kua tae mai nei ki tenei whenua, to those who came to this land,

kua wheturangitia i te korowai o Ranginui, to those who have departed and are adorned as stars in the heavens,

kua hangaia i tenei tikanga hoki. to those who built this tikanga also.

Colin Sisson - krykiet na Placu Czerwonym

Data publikacji: Środa, Luty 28, 2007

Dzisiaj wybralam sie na pikniK z nowozelandzkiem nauczycielem, szefem, THE INNER ADVENTURE INSTITUTE, autorem i przyjacielem od wielu lat. Przez wiele lat szkoli w Polsce pod egida mojej firmy, a teraz cala jego dzialalnoscia zarzadza jego partnerka od 6 lat Magda. ZAJRZYJ NA STRONE www.iap.org.nz
Stojac obok niego na szczycie Mt. Eden zachwycajac sie roztaczajacym przed naszymi oczami widokiem miasta Auckland i prawie wszystkich otaczajacych je stozkowych wulkanow uslyszalam od niego mi fajna historie…

Napisze o tym za kilka dni. Ale i wrocilo inne wspomnienie, kiedy to z moim ukochanym udalismy sie pociagiem relacji WARSZAWA MOSKWA na szkolenie do Colina Sissona. To byla moja “podroz na wschod”". A bylo to tak:

W drodze
W moich podróżach zwykle lecę samolotem przez wiele godzin i ląduję w jakimś pięknym miejscu na planecie Ziemia. Tym razem siedzę w pociągu relacji Warszawa-Moskwa i mam świadomość, że za dwadzieścia kilka godzin “wyląduję” w bardzo niezwykłym miejscu, ale czy pięknym…? Potem okazało się, że TAK. Tymczasem jesteśmy w połowie drogi i towarzyszący mi ukochany mężczyzna “negocjuje” z przedstawicielami rosyjskiej straży granicznej ile (oczywiście dolarów) będzie kosztowało, żeby mnie nie “deportowali” z powrotem do Warszawy. W paszporcie polskim mam napisane: “Miejsce zamieszkania: Sydney”. Wyniuchali okazję. Potem w drodze powrotnej do Warszawy przedstawiciele władzy rosyjskiej chcą mnie wysadzić z pociągu lub wysłać z powrotem do Moskwy - oczywiście za to samo “przestępstwo”. Zabawa się zaczęła! Mam wypieki na twarzy z wrażenia; na szczęście Bartka cała ta sytuacja bawi, i oczywiście załatwia sprawę.
Na wschód jadę w przenośni i dosłownie. Jung “podróżą na wschód” nazywa podróż do swego wnętrza. Ja przyjęłam zaproszenie Mariny i Colina Sissonów do wzięcia udziału w III kroku programu szkoleniowego dla praktyków Integracji Oddechem (czyli rebirtherów) w ramach założonego przez Colina instytutu THE INNER ADVENTURES PROGRAMMES (Programy Wewnętrznych Przygód). Liczę na głęboką pracę wewnętrzną; znam tego trenera dość dobrze i wiem, że stopniuje swoje programy szkoleniowe więc powinno być gorąco! Dojeżdżamy do stacji Moskwa. JEST GORĄCO! Sierpniowe słońce bezlitośnie obnaża brudny peron, brudne ręce bagażowych, brudne powietrze i brudne budynki. Ale co tam! Mnie w duszy gra, jak zwykle w czasie przygody. Spocony Colin targa dzielnie naszą walizę, ja uginam się pod plecakiem, zmieniamy pociąg na metro (później się dowiaduję, że w Moskwie taksówkami lepiej nie jeździć!), potem metro na obskurną podmiejską kolejkę i docieramy do miejsca przeznaczenia. Jest nim … przedszkole - wynajęte w czasie wakacji na 10 dni przez organizatorkę Sissonów. Witają nas oklaski trzydziestoosobowej grupy Rosjan - są wśród nich terapeuci, paru psychologów, lekarze medycyny, rebirtherzy, artyści, śpiewaczka operowa. Zaczęli rano i czekają na nas z kolejnym procesem dotyczącym porozumiewania się.

Odkrywanie
Colin mówi: “Jesteś odpowiedzialny za swoje zachowania we wszystkich życiowych sytuacjach. Życie ciągle stwarza warunki do puszczenia swoich przywiązań (o nich za chwilę) i stania się wolnym. Stwierdzenia takie jak:
Jestem zły na ciebie ponieważ ……………………..
Denerwujesz mnie gdy …………………………
Mogą być zamienione na:
Jestem zły gdy …………………………..
Jestem zdenerwowany i chcę się z tobą podzielić, że …………………”

Marina dodaje: “Proś o to czego chcesz. Korzystniejsze jest proszenie o to czego chcesz, niż narzekanie na to czego nie dostałeś. Szukaj rozwiązań, a nie problemów. Pytaj ludzi czego doświadczają zamiast mówić im to. Omijaj jałową konwersację i niepotrzebne dramatyzowanie - przekazuj sedno doświadczenia od razu i bezpośrednio”.
Przypomina mi się Sondra Ray i jest słynne powiedzenie: TELL THE TRUTH FASTER czyli MÓW PRAWDĘ TAK SZYBKO JAK TYLKO POTRAFISZ. Niby to wszystko jest takie nowe, a przecież takie stare…. Jeden mistrz chodzący między nami 2.000 lat temu mawiał przecież: “Bo to prawda cię wyzwoli”. Więc mówię prawdę, że jestem zmęczona i chcę do domu…. Wieczorem, żeby dojechać do domu Sissonów najpierw idziemy przez piękny park, potem jedziemy metrem. I tak przez 10 dni. Dom-park-metro-przedszkole-park-metro-dom. Jestem w niebie, bo się uczę. Uwielbiam się uczyć, uświadamiać sobie nieuświadomione, odkrywać ten ostatni niezbadany kontynent: ludzką świadomość, doświadczać nowego, odpuszczać stare. Codziennie coś nowego. Ta doskonała para trenerska przechodzi samą siebie: język ciała, NLP, integracja oddechem, przekonania, samo-obserwacja, gry i zabawy edukacyjne, autoprezentacje i zupełnie nowa dla mnie mocna technika przerywania wzorców. Z każdym dniem czuję się bogatsza, bardziej świadoma, maski spadają jedna za drugą. Jesteśmy wszyscy coraz bliżej siebie - Rosjanie są cudowni: otwarci, szczerzy, życzliwi, serdeczni.

Krykiet na Placu Czerwonym
Jest też czas na zabawę. Pewnego poranka jedziemy na Plac Czerwony. Staję na jego środku zadumiona tymi okrągłymi kopułami, kolorowymi dachami i tłumem turystów. Nagle tłum się rozsuwa, bo oto nowozelandzki mistyk Colin Sisson i polski aktor Bartek Topa zaczynają grać w pantonimowego krykieta..!!! I znowu lekcja: nigdy przenigdy nie traktujmy życia zbyt poważnie, nie zatraćmy dziecięcej niewinności i spontaniczności. Bijemy im oklaski - oni kłaniają się szarmancko, uśmiechnięci od ucha do ucha, zadowoleni, że narozrabiali.

Trochę o Sissonach:
Mąż: Nowo Zelandczyk, psycholog, filozof, pisarz (w Polsce nakładem wydawnictwa MEDIUM w 1997 roku ukazała się jego najnowsza książka: “Wewnętrzne Przebudzenie”), biznesman, weteran wojny w Wietnamie, doświadczony lider, nauczyciel medytacji, student nauk Ouspeńskiego.
Żona: Rosjanka, znawca literatury i sztuki, oddana adeptka rosyjskiej tradycji ezoterycznej, a teraz współautorka wszystkich ich seminariów.

Poznali się 6 lat temu, kiedy Colin po raz pierwszy przyjechał do Moskwy na zaproszenie dr Siergieja Górskiego, przewodniczącego Rosyjskiej Asocjacji Wolnego Oddychania. On ani słowa po rosyjsku, ona ani słowa po angielsku. Zaiskrzyło i od tej pory się nie rozstają. Update: w roku 2002 sie rozwiedli, ale do tego czasu razem podróżowali po świecie, ucząc swojego unikalnego systemu rozwoju osobistego. W tej korespondencji chcę przedstawić jedno ze zjawisk, bardzo istotne w ich pracy, zwane p r z y w i ą z a n i e m. Przywiązanie następuje wtedy, kiedy czynimy coś przedłużeniem siebie. Czujemy przywiązanie do osób, miejsc, zawodu, hobby, zainteresowań, filozofii, do swego samochodu, pewnych rezultatów, osiągnięć, norm i do wszystkiego, od czego jesteśmy uzależnieni. Innymi słowy przywiązujemy swoje szczęście do czegoś na zewnątrz siebie. Sissonowie twierdzą, że istnieje tysiące przywiązań. Oni koncentrują się na pięciu obszarach przywiązań, z których ich zdaniem wypływają wszystkie inne. Zaangażowani w te pięć obszarów, często powiązanych ze sobą, tracimy świadomość i dajemy sobą sterować. Są to: porównywanie, osądzanie, stawianie oporu, utożsamianie się i analizowanie. Brzmi znajomo i swojsko? Jeżeli chcecie, moi drodzy, poszerzyć swoją samo-świadomość i wejść w temat głębiej odsyłam Was na stronę 74 “Wewnętrznego Przebudzenia”, albo ŚPIJCIE DALEJ i nie przeszkadzajcie sobie. Kto powiedział, że wszyscy mamy być świadomi???!!!!

Ja ljubliu tiebia.
Po tych 10 dniach szkolenia poziom samo-świadomości podniósł się do tak niebezpiecznego, wręcz zagrażającego zwykłej szarej egzystencji poziomu, że mój sługa/obrońca/zawór bezpieczeństwa (czasami przez innych zwany “ego”) nie mógł tego już znieść i natychmiast podsunął mi zręczne wyjście z sytuacji, Colin nazywa to “ucieczkowym uzależnionym zachowaniem” czyli chorobę. Miałam więc wymówkę: zostawcie mnie w spokoju, jestem chora, nic nie rozumiem, nic nie widzę, nic nie słyszę. W takim stanie błogiej nieświadomości i bezradności leżałam sobie na dziecięcym przedszkolnym łóżeczku nic nie musząc robić, podczas gdy inny absolwenci prezentowali swój program artystyczny. Rosjanie uwielbiają recytować i śpiewać, śpiewać, śpiewać…!!! Romansom nie było końca, jedna “romansistka” wyśpiewała do Bartka: Ja ljubliu tiebia, a on jej odśpiewał gromką góralską przyśpiewką, że on też ją kocha!. Moja skołatana dusza lubowała się w tym śpiewie, wzajemnej miłości, szacunku, radości.

Czułam wszech-ogarniającą wdzięczność. Za życie, za dary przyjaźni, za wszystko co mam i czego doświadczam, za miłość, za macierzynstwo, za bliskich i rodzine, za otwarte rosyjskie serca…
Tak wiele mamy w życiu powodów do wdzięczności. Weź teraz oddech, zatrzymaj się na chwilę i pozwól sobie na poczucie wdzięczności za coś, co już masz w swoim życiu. Niech wdzięczność ukoi Twoją duszę, niech rozejdzie się po Twoim ciele, niechaj będzie z Tobą na zawsze…..

Marina Sisson - integracja oddechem

Data publikacji: Środa, Luty 28, 2007

Ten tydzien z Marinka tutaj w Auckland to czysta uczta dla ducha (co chwile przy niej mam jakies AHA!), dla ciala (pyszne jedzonko!), dla emocji (dawno sie tak duzo nie smialam! po prostu jestem przy niej szczesliwa) i dla intelektu (ach te nasze nocne rozmowy o zyciu). Po raz kolejny zrozumialam, ze przyjaciele to najwieksze bogactwo jakie mamy…

W wolnych chwilach na tarasie czytalam po raz kolejny jej ksiazke BE DO HAVE, ktora wyszla w Polsce nakladem wydawnictwa MEDIUM i pojawila sie we mnie refleksja, ze jej RECEPTA NA ZYCIE jest tak prosta i tak bardzo wciaz aktualna. A wczoraj mialam zaszczyt czytac pierwszych kilka rozdzialow jej nowej ksiazki…

Marina razem z Colinem Sissonem stworzyli system rozwoju osobistego zwany INTEGRACJA ODDECHEM.

www.inteo.pl

Integracja Oddechem jest procesem rozwoju osobistego, który odbywa się poprzez poszerzanie świadomości. W podejściu tym wykorzystujemy wewnętrzny wgląd i świadome połączone oddychanie, co prowadzi do integrowania całego naszego wnętrza. W rezultacie nasz naturalny oddech ulega odblokowaniu, następuje uwolnienie stresu z ciała i psychiki, wzrasta nasza witalność i żywotność.

W wyniku praktykowania IO poszerza nam się spojrzenie na życie i świat. Efektem jest też odwaga i siła do dokonywania ważnych życiowych zmian, przekraczania progów niemożności oraz zdolność do skutecznego działania i odnoszenia coraz większych sukcesów w codziennym życiu.

Osoby praktykujące IO zauważają gruntowny wzrost poczucia własnej wartości i pogłębienie związku z samym sobą. Tym samym wzrasta jakość związków, szczególnie partnerskich i rodzinnych, a także poczucie spełnienia w innych obszarach życia takich jak: praca, pieniądze, zdrowie, kreatywność, poczucie sensu życia, poczucie bycia na swojej ścieżce.

Twórcą Integracji Oddechem jest pochodzący z Nowej Zelandii Colin P. Sisson, autor wielu książek inspirujących do rozwoju wewnętrznego. Rezultatów tego pięknego i twórczego podejścia doświadcza wielu ludzi na całym świecie.

Integracja Oddechem nie jest religią, ani kultem, ani czymś, do czego trzeba się przyłączać. Jest całkowicie bezpiecznym oraz prostym do nauczenia się procesem dla każdego.

Integracja Oddechem nie opowiada o miłości
Nie opowiada o wolności ani o radości

Kiri Te Kanawa - niebianski sopran

Data publikacji: Środa, Luty 28, 2007

A Portrait of Kiri Te Kanawa $31.95
A Portrait of Kiri Te Kanawa
Click to enlarge

Dzisiaj bylam na koncercie damy Kiri Te Kanawa (pochodzenia Maoryskiego) - ktora Bogowie obdarzyli jednym z najpiekniejszych sopranow aktualnie spiewajacych na swiecie. Oczywiscie kupilam jej album zeby miec ze soba te cudowne chwile…

Wyszlam z tego koncertu odmieniona… Mysle ze dzwieki jakimi sie otaczamy i jakich sluchamy wywieraja OGROMNY wplyw na nas. Masaro Emoto, japonski naukowiec to udowodnil robiac zdjecia wody “narazonej”" na przeklinanie oraz wody “sluchajacej”muzyki Mozarta… Pewnie sie domyslacie, ze to pierwsze zdjecie nie bylo przyjemne ani ladne a to drugie… cuda cuda cuda… struktura wody zostala odmieniona przez muzyke… zamienila sie w przepiekne struktury krysztalowe… A poniewaz my ludzie jestesmy 80% wody to naprawde daje do myslenia! Oznacza to po prostu, ze zmieniasz sie w obecnosci muzyki i dzwiekow natury w “krysztal”. Pomysl o tym nastepnym razem jak bedziesz miala/mial ochote rzucic w czyjas strone nieprzyjemny komentarz ostrym glosem…
A oto opis plyty: Double CD Album - Various Conductors, Orchestras London

“Her singing is not simply a matter of voice, but while there are plenty of sopranos who will perform with admirable efficiency in a comparable repertoire, there is not one in a thousand who can provide such beauty of tone.”– J.B. Steane

Canteloube: Bailero Gay: Virgins are like the fair flow’r Cease your funning Handel: Rejoice greatly I know that my Redeemer liveth Brahms: Ihr habt nun Traurigkeit Mozart: Vado, ma dove? oh Dei! — Dove sono Bizet: Je dis que rien ne m’epouvante Puccini: Vissi d’arte Villa Lobos: Bachianas brasileiras no. 5, Aria and Dansa

24 luty - imieniny Maciusia

Data publikacji: Poniedziałek, Luty 26, 2007

Dzisiaj imieniny Macieja. Wszystkim czytajacym tego bloga Maciejom zycze w Dniu Imienin pogody ducha, slonca na twarzy, wiatru w plecy, usmiechu na twarzy, dloni ukochanej kobiety w Twojej dloni, sukcesow w pracy (lub na studiach), a przede wszystkim WIARY WIARY WIARY. Zycze Wam zebyscie zawsze wierzyli, ze zycie jest najwiekszym cudem i ze Twoje zycie ma sens, i zebys nie szukal sensu zycia tylko NADAL MU SENS.

Od dnia smierci mojego Maciusia swiadomie nadaje mojemu zyciu sens CODZIENNIE.  Kazdy dzien rozpoczynam modlitwa dziekczynna i koncze modlitwa dziekczynna. Wierze, ze najgorsza rzecz ktora miala mi sie przydarzyc w tym zyciu jest juz za mna, i teraz tylko same dobre nowiny… Ktos mnie kiedys zapytal jak to robie, ze jestem taka spokojna i zbalansowana (dobre pytanie do Wagi, co?). A ja na to, ze czym mam sie denerwowac i przejmowac, co moglobyc w stanie wytracic mnie z rownowagi? Ludzkie rekacje, zachowania, slowa…??? Co…??? Maciek mawial, ze nic nie jest warte tego, by sie tym przejmowac. I dobrze mawial.

Dzisiaj stalam na jednym z wulkanow otaczajacych Auckland - Mt. Eden. Wokol mnie zapierajacy dech w piersi widok na cale rozlegle miasto… Patrzylam w krater, teraz juz zarosniety trawa i ogrom mocy natury prawie pocial mi nogi. Ludzie jak mroweczki chodzili po obrzezy krateru - i tak sobie pomyslalam, ze my w zyciu tez chodzimy jak te mroweczki nie widzac wiekszego obrazu… No to weszlam jeszcze wyzej i wiekszy obraz ukazal sie w calej swojej okazalosci… To takie proste. Unies sie wyzej!

VAKA MOANA - podroze przodkow

Data publikacji: Piątek, Luty 23, 2007

WAKA to kajak, M0ANA to oceany w jezyku maoryskim, a WAKA MOANA to opowiedziana po raz pierwszy w formie wystawy w AUCKLAND MUSEUM historia najwiekszych na swiecie podrozy przez oceany..