|
Moc wdzięczności |
|
|
Wszystko, co masz teraz w życiu, jest wszystkim, czego potrzebujesz. Wdzięczność otwiera pełnię życia. Sprawia, że to, co mamy, wystarcza. Zamienia opór w akceptację, chaos w porządek, konfuzję w klarowność. Może zamienić posiłek w ucztę, mieszkanie w dom, obcego w przyjaciela. Wdzięczność nadaje sens przeszłości, przynosi pokój dzisiaj i tworzy wizję jutra. Wdzięczność jest pamięcią serca. Wierzę, że prawdziwa wielkość duchowa przejawia się w radości z tego, co się ma, a nie w trosce o to, że się czegoś jeszcze nie ma. Zrozumiałam to wiele lat temu, kiedy po raz kolejny „zamartwiałam się”, że czegoś nie mam. Był to bardzo zwyczajny poranek. Nic nie wskazywało na to, że tego dnia dokona się zmiana percepcji, która tak pozytywnie wpłynie na dalsze moje życie. Nagle i zupełnie niespodziewanie doświadczyłam OLŚNIENIA: Im bardziej skupiam się na braku i na tym czego nie mogę mieć, tym gorzej się czuję i tym bardziej się boję, że „nie starczy”! Uświadomiłam sobie, że jestem emocjonalnie i fizycznie wyczerpana koncentrowaniem się na rzeczach, które chciałabym sobie czy mojemu synowi kupić, lecz nie było mnie na nie stać. Błędne koło. Szalona karuzela „świadomości braku”. Wtedy usłyszałam szept mojej duszy: tak naprawdę najbardziej ze wszystkiego pragnę spokoju wewnętrznego. Na szczęście na chwilę się zatrzymałam – na tyle, żeby to usłyszeć. W tym momencie zrozumiałam, że to jest najgłębsze pragnienie mojego serca. Pragnienie spokoju wewnętrznego, którego nie mogą zaburzyć okoliczności świata zewnętrznego. Poprosiłam Ducha o pomoc i przewodnictwo, jednocześnie obiecując sobie, że pójdę we wskazanym kierunku. Zrezygnowałam z moich miesięcznych, rocznych i pięcioletnich planów. W jednej chwili stałam się poszukującym pielgrzymem, badaczem i uczniem życia. Pojechałam na pielgrzymkę do Lourdes. Tam, w Pirenejach, przyjrzałam się bliżej swojemu życiu. Szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia, bo zobaczyłam, jak wiele mam powodów do wdzięczności. W pokorze padłam na kolana w jaskini, gdzie Bernadetta rozmawiała z Matką Boską, i zaczęłam żarliwie dziękować za wszystko, co już mam w moim życiu. To była moja pierwsza w życiu modlitwa dziękczynna; do tej pory ciągle o coś prosiłam. Gorąco przepraszałam Boga i siebie, że tak długo nie doceniałam bogactwa swojego życia. Jak mogłam oczekiwać od wszechświata więcej, skoro nie umiałam docenić tego, co już miałam? Pobieżnie zinwentaryzowałam dostatki swojego życia: Jeśli jedynym słowem, jakim modlisz się przez całe życie, jest „dziękuję” – to wystarczy. Toteż kiedy wpadam w tarapaty finansowe, traktuję je jak czkawkę, która przecież minie. TO MINIE, TO MINIE – powtarzam w myślach, znajdując w tym ukojenie. Uświadomiłam też sobie, że moja wartość nie ma nic wspólnego ze stanem mojego konta w banku czy ilością gotówki w portfelu. Twoja też nie. Odtąd przypominam to sobie codziennie. Każdy dzień zaczynam i kończę modlitwą wdzięczności za moje wspaniałe, spełnione życie. Codziennie cieszę się, że żyję, że oddycham, że mogę zrobić dla kogoś coś dobrego, że się uczę, że moja wiedza przydaje się innym ludziom. Codziennie też dziękuję za przywilej posiadania ciała i przebywania na tej najpiękniejszej z planet. Dzisiaj rano otrzymałam wiadomość, że zmarła moja ciocia. Miała cztery córki. Moje kuzynki już nie mają mamy. A ja mam, i za to jestem głęboko wdzięczna. Niedawno napisałam do mojej mamy list wdzięczności. Potem napisałam list wdzięczności do mojego cudownego taty, a następnie do syna. Później napisałam list wdzięczności do mojego życiowego partnera. Dzisiaj Od dzisiaj codziennie okaż komuś wdzięczność. Nie zwlekaj, nie czekaj, aż będzie za późno. ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI TAK SZYBKO ODCHODZĄ – napisał ks. Jan Twardowski w swoim pięknym wierszu. Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą Gdy piszę te słowa w Sydney, w mieszkaniu mojej młodszej siostry Gosi zadzwonił telefon. Nie wiem, dlaczego go odebrałam – na ogół nie podchodzę do telefonu, gdy piszę. Koleżanka mojej siostrzenicy z rozpaczą w głosie powiedziała mi, że właśnie utopił się jej 18-miesięczny synek... Nie wiedziałam, co mam powiedzieć tej młodej kobiecie. Cała moja mądrość życiowa prysła w ułamku sekundy jak mydlana bańka. Po prostu płakałam razem z nią. Zapisałam dzień i godzinę pogrzebu. Obiecałam, że przekażę tę wiadomość mojej siostrzenicy. Po odłożeniu słuchawki na długo zastygłam w bezruchu. Potem na moim domowym ołtarzyku zapaliłam świeczkę i kadzidełko. Pomodliłam się, żeby dusza tego chłopczyka odeszła w spokoju. Piszę te słowa i płaczę. Płaczę razem z matką, która straciła swoje dziecko, płaczę po wszystkich zmarłych tragicznie dzieciach, i płaczę też z wdzięczności, że mój synek Maciuś tak pięknie, zdrowo i bezpiecznie się wychował. Że żyje, że jest przystojnym, inteligentnym młodym mężczyzną, pełnym fantazji, poczucia humoru i głębokiej mądrości duchowej. Jestem wdzięczna, że będąc nastolatkiem kłócił się, że buntował się i rzucał, że krzyczał i wściekał się na mnie, że budował swoją osobowość na swój sposób i po swojemu. I płaczę wdzięczna sobie, że mu na to pozwoliłam. Że nie zdusiłam jego osobowości zakazami, przesadną dyscypliną i swoimi obawami o jego bezpieczeństwo. Płaczę z wdzięczności, że życie mu się układa u boku pięknej młodej kobiety. Że kocha i jest kochany. Moje serce jest przepełnione wdzięcznością. Od tamtego sławetnego dnia CODZIENNIE zaczęłam dziękować za wszystko: za uśmiech dziecka na ulicy, za świeżą różę witającą mnie zawsze w domu, za konwalie i maciejki, za słodki zapach włosów mojej siostrzeniczki, za pierwszy łyk naparu ziół o poranku, za upieczonego przez moją mamę indyka, za niedzielne śniadanie, za dźwięki ptaków za oknem, za zapach lasu po deszczu, za słowa „kocham cię” codziennie wieczorem szeptane do ucha. Każdego dnia zaczęłam zauważać momenty autentycznej przyjemności i zadowolenia. Stałam się szczęśliwą i zadowoloną ze swojego życia kobietą. A przecież to wszystko miałam już dawno! Różnica polegała na tym, że umiałam zauważyć i docenić dary każdego dnia. Moc wdzięczności spadła na mnie nagle i niespodziewanie. Dziękuję za wszystkie cuda, które codziennie wydarzają się w moim życiu. Dziękuję za wszystkie błogosławieństwa, które na mnie spływają. Tak napisałam wiele lat temu na moich karteczkach inspiracji. Nosiłam je przy sobie miesiącami i codziennie czytałam wielokrotnie. Wszystko, co poznałem, uczy mnie wdzięczności dla Stwórcy za to wszystko, czego nie dane mi było poznać. Przyjrzyj się uważnie swojemu życiu. Nie dzwonią fanfary, kiedy podejmowane są najważniejsze decyzje twojego życia. Przeznaczenie objawia się w ciszy. Spędź moment w ciszy, po prostu odczuwając wdzięczność. Przebudzeniem duszy jest wdzięczność Dzisiaj Pochwała oczyszcza. Wprowadź do swojego życia tę piękną, afirmującą życie zasadę, a cuda, na które czekasz, będą ci objawione ku twojemu zdumieniu i wielkiej radości. Zapamiętaj |